[ Pobierz całość w formacie PDF ]
- Za dużo gadasz - powiedziała.
- Nie obwiniaj go. Nie możesz pracować i nic nie jeść - zauważył Wyatt. - A Ran-
dy dostał polecenie.
Ku jej zdumieniu Randy nie wyglądał na człowieka cierpiącego na poczucie winy.
- Wiem, że chciałeś dobrze - dodała.
- Zwietnie pracujesz, ale za ciężko.
To była najmilsza rzecz, jaką od niego usłyszała.
- Jesteś kochany.
Zrobił przerażoną minę.
- To zostanie między naszą czwórką - obiecała. - Tylko skończę planować tę wy-
cieczkę - zwróciła się do Wyatta. - Airinsonowie na mnie liczą.
Wyatt spojrzał na nią z rozdrażnieniem.
R
L
T
- Airinsonowie znajdą w pokoju trzy darmowe bilety na spektakl i przeprosiny ode
mnie, że oderwałem cię od pracy. Jenna przygotuje dla nich plan wycieczki.
- Przyrzekam, że się postaram - oznajmiła Jenna.
- Okej. Wezmę resztę mojego lunchu. - Alex sięgnęła do szuflady.
- Nie trzeba. Zabieram cię stąd.
Alex dłużej z nim nie dyskutowała. Czarnym sportowym samochodem Wyatta po-
jechali do ekskluzywnej restauracji mieszczącej się z dala od turystycznych tras. Alex
spojrzała na ceny i wzdrygnęła się.
- Dziękuję, że wziąłeś mnie na lunch, ale ja... Dlaczego patrzysz jak chmura gra-
dowa?
- Może byś zaczęła zachowywać się inaczej.
Alex zamarła.
- Od razu cię uprzedziłam, że nie jestem właściwą osobą na to stanowisko.
Spojrzał na nią ze złością.
- Jesteś właściwą osobą. Co prawda nie sądziłem, że będę cię musiał wyciągać ze
szponów szaleńca ani że będę cię musiał porywać, żebyś zrobiła sobie przerwę. Więk-
szość ludzi o określonej godzinie przerywa pracę, żeby naładować baterie i łyknąć świe-
żego powietrza.
Okej, teraz zrozumiała. Wyatt poważnie traktował wszystko, co było związane z
hotelem. W tym dobro swoich pracowników.
- Nie przejmuj się tym, co się wczoraj stało, kiedy ten...
- Goryl - wtrącił.
- Nie był aż tak wielki.
- Był o wiele większy od ciebie.
- Mogłeś mi zakazać wtrącania się w sprzeczki gości.
Jego spojrzenie mówiło: Chyba żartujesz.
- Wcisnęłaś się między tego chłopca i mężczyznę, żeby ewentualne ciosy spadły na
ciebie.
- Zrobiłbyś to samo.
R
L
T
- Może. - Oczywiście, że zachowałby się tak samo. Jedyne, co uratowało tego dup-
ka przed Wyattem, to fakt, że Wyatt potrafił nad sobą zapanować.
Alex ściągnęła brwi, a Wyatt ciągnął:
- Zresztą to bez znaczenia. Jestem wyższy i silniejszy od ciebie. On mógł cię
skrzywdzić.
- Nic mi nie jest.
- Nieprawda. Za dużo pracujesz.
Po raz kolejny przypomniała sobie słowa Randy'ego o poczuciu winy Wyatta.
- Nie musisz mieć wyrzutów sumienia dlatego, że zapomniałam dzisiaj zrobić so-
bie dłuższą przerwę.
Zaśmiał się cierpko.
- Ty - wskazał na nią paluchem z kminkiem - jesteś pracoholiczką.
Teraz ona się zaśmiała i wzięła do ręki paluch.
- Ty też.
- Poważnie, Alex. Cesar, który pracuje na nocną zmianę, powiedział mi, że wczoraj
wieczorem zeszłaś na dół, żeby pomóc Lois, a potem oprowadziłaś dwie dodatkowe gru-
py turystów. Po godzinach.
- Praca pomaga mi... - Urwała.
Jak to powiedzieć? Praca pomaga mi o tobie nie myśleć?
To właśnie pracą i pomocą starała się zrobić wrażenie na tych, na których jej zale-
żało. W ten sposób chciała zyskać ich przychylność. Na myśl, że znów to robi, nie czuła
się najlepiej. Nie miała żadnej szansy, by zdobyć uczucia Wyatta. Sam to powiedział.
Randy jej to mówił. Wszyscy ją uprzedzali. Mimo to nie mogła się powstrzymać.
- Co dla ciebie znaczy ta nagroda? - spytała.
- To nie jest sprawa życia i śmierci - odparł. - Nie życzę sobie, żebyś się przez to
zaharowywała.
- Obiecuję, że się nie rozchoruję. Będę rozsądna.
Patrzył na nią z niedowierzaniem.
- Bardziej niż do tej pory - dodała. - Dlaczego chcesz wygrać?
Wyatt zacisnął zęby.
R
L
T
- Powiedz mi, proszę.
Spojrzał na nią z jakąś gwałtownością i złością.
- Nie chcę tego chcieć, ale... chcę. To potwierdziłoby słuszność moich wysiłków.
Coś w jego oczach przypomniało jej o komentarzu Randy'ego na temat przeszłości
Wyatta. Niech to będzie ostrzeżenie, powiedziała sobie. To dziewczyna z przeszłości Lea
i kobieta z przeszłości jej ojczyma odebrały jej obu tych mężczyzn. Faceci z tajemniczą
przeszłością nigdy nie byli dla niej dobrzy.
- Pomogę ci wygrać - oznajmiła.
- Ale nie kosztem zdrowia. Nie mam prawa domagać się, żeby wszyscy mnie
uszczęśliwiali. Nie potrzebuję niewolników. - Chłód, który zwykle słyszała w jego gło-
sie, zniknął, zastąpiony bardziej surowym tonem.
Alex chętnie dowiedziałaby się, o co chodzi, ale Wyatt nie zamierzał się dzielić
swoimi prywatnymi sprawami. Zresztą... Może bała się dowiedzieć czegoś więcej.
- Nie przejmuj się - powiedziała. - Dla żadnego mężczyzny już nie będę niewolni-
kiem. Próbowałam i ile na tym wyszłam. To byłam ta gorsza ja.
- Musisz mi wyjaśnić, co znaczy gorsza ja".
Otwierając się przed Wyattem, popełniłaby błąd. To by ich połączyło, a ona nie
chciała, by cokolwiek osobistego wiązało ją z tym mężczyzną.
- Och, no wiesz. Kiedy zostawia cię dwóch ojców, a nie jeden, starasz się nieco
bardziej niż inni ratować swoje związki. Dajesz z siebie trochę za dużo. Zdarzyło mi się
stawiać cudze potrzeby ponad moimi, ale to już przeszłość. - Mówiła to z uśmiechem,
lecz Wyatt nie patrzył na nią zbyt radośnie.
- Rozwiń temat - rzekł.
Mogłaby mu oświadczyć, że jest arogancki oraz że odsłanianie przed nim duszy nie
należy do jej służbowych obowiązków. Niepotrzebnie spojrzała w jego oczy. Mało nie
zakręciło jej się w głowie. Nagle uznała, że najbezpieczniej będzie mówić. Opowiadając
mu o swoich głupich błędach, stworzy między nimi dystans.
A zatem, niezależnie od tego, że nie miała ochoty wchodzić w upokarzające szcze-
góły, powiedziała mu, jak była nauczycielką Roberta, mentorką Lea, jak pomagała Mi-
chaelowi w rodzicielskich problemach.
R
L
T
- Wydawało im się, że im na mnie zależy, ale byli tylko wdzięczni - oznajmiła. -
Kiedy ich pewność siebie wróciła, ja byłam już tylko szczeblem drabiny, która im służyła
do osiągnięcia celu. Czuli się winni, ale to niczego nie zmieniało. To była dla mnie cenna
lekcja.
- Durnie - skomentował.
- Chciałam powiedzieć, że nie musisz się obawiać, że będę kozłem ofiarnym. Nie
wykorzystujesz mnie. I nie oczekuję od ciebie litości.
- Zranili cię - rzekł ze złością.
- Przeżyłam to.
- Bo jesteś inteligentna, kompetentna, pewna siebie.
- Tak - odparła i zdała sobie sprawę, że to prawda. Pech w miłości dotąd jej nie
złamał. - Nie jestem egoistką. Znam swoje wady. Ale wiem też, co lubię i w czym jestem
dobra: w przyjacielskim pomaganiu ludziom. To mnie napędza w pracy i to mnie dopro-
wadzi tam, gdzie chcę dotrzeć. Pomogę ci wygrać.
- Zapracowując się na śmierć?
Alex westchnęła.
- Nie słuchasz mnie? Lubię pracować. Ta praca daje mi poczucie siły.
Niewiele myśląc, wyciągnęła rękę przez stół i dotknęła jego dłoni. To był błąd.
Chciała natychmiast cofnąć rękę, ale wtedy Wyatt wiedziałby, jak na nią działa.
- Czasami doprowadzam tym ludzi do szału. Pierwszego dnia uprzedziłam cię, jaka
jestem. Ale nic mi nie grozi. Przywykłam sama o siebie dbać - mówiła. - Kiedy ojciec i
ojczym mnie opuścili, wiele razy pozbawiano nas domu. Mama nie dawała sobie rady, a
[ Pobierz całość w formacie PDF ]